I zapominać chcę tak często jak się da, że nie ma we mnie nic i nic nie jestem wart.
I nie pocieszaj mnie, i tak tu będę stał, bo nie ma we mnie nic i nic nie jestem wart. soundtrack
- Witaj styczeń. Witaj dwa tysiące piętnaście. - odburknęłam pod nosem wychodząc z klatki schodowej. A na to wszystko zapomniałam jak się chodzi i w zetknięciu z lodem na chodniku, gdyby nie jakiś mężczyzna byłoby jeden do zera.
- Tyłek mi pan uratował. Adrian? - wykrzyczałam na całą ulicę, ale zdziwiłam się niesamowicie widząc narzeczonego mojej przyjaciółki w Polsce.
- No, przyjechałem na święta do rodziców.
- Widziałam się z Iwką wczoraj.
- To super. - powiedział od niechcenia. Ewidentnie coś było nie halo.
- Czyli twoja narzeczona nie powiedziała mi wszystkiego? Chcesz pogadać?
- W sumie to nie ma o czym. Rozstaliśmy się miesiąc temu. Przyjechała do Polski na życzenie twojego ex-męża.
- Co ty pierdolisz? - uniosłam w górę brew i gniewnie popatrzyłam na Adriana.
- To może ja wejdę na górę.
Historia narzeczonego mojej najlepszej przyjaciółki była dla mnie jakąś totalną abstrakcją. Rozstali się miesiąc temu z powodu kilkumiesięcznego kryzysu o czym nie wiedziałam, bo po co? Ponadto swoje żale i smutki Iwona wypłakiwała mojemu byłemu mężowi. Tylko szkoda, że spotykając go wczoraj w moim domu udała, że go nienawidzi i nie mają ze sobą nic wspólnego. Co miałam więc robić? Komu się wyżalić? Padło na Biernackiego. W końcu jest moim ojcem. Pożegnałam więc Adriana i sama zrezygnowałam z wyjścia do sklepu, ubierając cieplejsze rzeczy i zmieniając cel spaceru. Oczywiście spóźniłam się na autobus, a w moim samochodzie padł akumulator więc jedyną opcją podróży cztery kilometry w trzaskającym mrozie były moje biedne nogi.
- Jest mi zimno, chce herbaty i moja przyjaciółka jest głupia. Mogę wejść? - bezpośredniość od zawsze była moją mocną stroną, ale widocznie nie zraziłam nią ojca. Wpuścił mnie do środka z uśmiechem na ustach odwieszając moje rzeczy na wieszak do rozsuwanej szafy.- Moja przyjaciółka spotyka się z Bartoszem, a boi się mi o tym powiedzieć i się zgrywa. Powinnam ją: A- udusić, B- poćwiartować czy C - zamordować i uciec z miejsca zdarzenia?
- Od początku. Bartosz to ten facet od afery w kancelarii, tak?
- Tato, Bartosz to mój były mąż.
- Chciałem ominąć to stwierdzenie.
- Skoro tak, to może używajmy... Osobnik, Którego Imienia Nie Można Wymawiać? To nazewnictwo będzie w porządku. Ale do rzeczy. Iwona to moja przyjaciółka. Znamy się całe moje życie, rozstała się z narzeczonym. Byli parą idealną. Dziś spotkałam pod klatką schodową Adriana - jej jak się okazało byłego narzeczonego, który powiedział, że od kilku miesięcy mieli kryzys, a Bartosz poniekąd w nim uczestniczył, bo Iwona wypłakiwała mu się telefonicznie.
- Wydawało mi się, że wy, kobiety zachowujecie się inaczej. Że jeżeli ty nie lubisz Osobnika, Którego Imienia Nie Można Wymawiać, to ona też go nie lubi. Taka kobieca solidarność.
- Mnie też się tak wydawało. Dopóki nie spotkałam Adriana i nie uzmysłowił mi, że noworoczne spotkanie Iwony i Bartosza w moim mieszkaniu było jedną wielką zgrywą.
- Jesteś na nią zła?
- Wiesz? Jestem zła, że nie powiedziała mi prawdy. Ale o osobę, z którą się spotyka chyba nie. Ja i Gawryszewski to przeszłość. Dobra, przeszłość może i jest tym spoiwem, ale to rozdział skończony. On ma prawo spotykać się z kim chce ja też. Może powinnam wściec się na Iwonę, że odbiła mi faceta, ale przecież tego nie zrobiła. Minął rok i dwa miesiące od rozwodu, Bartosz mógł się zmienić i wpaść jej w oko. Cóż. Nie moja sprawa.
- To może z nią o tym porozmawiaj? Zobaczysz co ci powiem. Jeżeli domyśliłaś się prawdy, nie będzie chyba kłamać w zaparte.
- I widzisz? Z tym Gawryszewskim są same kłopoty. Co za bezczelny frajer! Co za gnój!
- A przyjaciółka niby bezkarna? Tak całkowicie?
- Nie wiem. To wszystko to jakiś żart. Chciałabym, żeby mi to wszystko wyjaśniła.
"Pan pewnie myśli, że człowiek musi najpierw tego kogoś spotkać, żeby mógł go sobie potem przypomnieć. A nie zastanawiał się pan, że niekiedy bywa odwrotnie? Czyli, według pana, wszystko zależałoby od pamięci, tak? Czyli najpierw coś się musi zdarzyć, aby potem, choćby i po wielu latach, pamięć mogła to przywołać? Według mnie, są jednak rzeczy, w które lepiej, żeby się pamięć nie wtrącała.'' ~ Wiesław Myśliwski.
~*~
"Uprzytomniłem sobie, skąd ten nagły piekący ból, jakbym zapomniał już, że myśli bolą, muszą boleć, jeśli zdolni jesteśmy przebić się do tych najskrytszych, przywalonych przez ten codziennie nawarstwiający się w nas muł" ~ Wiesław Myśliwski
Wróciłam do domu i choć wygadałam się ojcu, czułam się dziwnie. Krzątałam się z kąta do kąta nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Łapałam za telefon i odkładałam go średnio dziesięć razy na minutę, Ale byłam w kropce. A właściwie w jakimś wielkim kleksie o ile taki istnieje. Przecież nie mogłam pozbyć się Iwony przez Bartosza. Straciłabym ważną osobę. Tylko dlaczego, skoro tego nie chciałam, coś wewnątrz mnie blokowało mnie do wykonania nawet jednego, głupiego telefonu? Co więcej, czułam się przygotowana na utratę przyjaciółki i całkowicie pogodzona z tym faktem. Bo Bartosz znowu namieszał. Nie chciał, ale zrobił to nieświadomie. Poróżnił nas. I choć Iwona nie ma o tym zielonego pojęcia, ja już wiem, że nasza przyjaźń skończy się już niedługo i choć będę się wypierać przed światem, że ani trochę nie przeszkadza mi jej relacja z Bartoszem, nie będę w stosunku do niej sobą. Za bardzo nienawidzę Gawryszewskiego, żebym patrząc na twarz Iwony chciała go sobie przypominać. Poza tym, byłabym jakąś pieprzoną masochistką, skazując się na przyjacielskie historie i zdradzanie faktów z życia nie daj Boże intymnego. Bo siedziałabym jak wryta i przypominała sobie o tym, czego to ja doświadczyłam. A może palnęłabym radą? Coś w stylu: ''Pamiętaj, Bartosz zawsze śpi na plecach, całą noc w jednej pozycji, po lewej stronie łóżka.'' . Jakby wtedy było? Niezręcznie? Mało powiedziane? Tylko co powiedzieć Iwonie? Jak zacząć? Masa pytań, tylko dwie odpowiedzi, a tak naprawdę każda z nich będzie zła. Choć pod nosem wypowiadałam polskie, najpiękniejsze epitety i inne kurwiszcza, wzięłam się w garść i poprosiłam Iwonę o spotkanie. Wybrałam się nawet swoim dopiero co 'ożywionym' samochodem do mieszkania jej rodziców, kiedy powiedziała, że znajdzie dla mnie chwilę czasu. Standardowo, mama Iwony wyściskała mnie za wszystkie czasy i złożyła kondolencje z powodu śmierci mojej rodzicielki, bo jak tłumaczyła na pogrzebie nie było czasu. A ofiara mojej dzisiejszej rozmowy miała wspaniały humor. Siłą pchnęła mnie do swojego pokoju sadzając na krześle. Chyba rzeczywiście cieszyła się z mojej wizyty. Albo udawała jak wczoraj."Uprzytomniłem sobie, skąd ten nagły piekący ból, jakbym zapomniał już, że myśli bolą, muszą boleć, jeśli zdolni jesteśmy przebić się do tych najskrytszych, przywalonych przez ten codziennie nawarstwiający się w nas muł" ~ Wiesław Myśliwski
- Dlaczego nie powiedziałaś mi, że spotykasz się z Bartoszem? - zapytałam śmiertelnie poważnie powodując, że z jej twarzy momentalnie zniknął uśmiech.
- A dlaczego twierdzisz, że się z nim spotykam?
- Iwona, proszę cie.
- Widziałaś się z Adrianem, tak?
- To już nawet nie o to chodzi. Ja ci nie zabronię być z Gawryszewskim. Ja i on to rozdział skończony, nie kochamy się, nie mamy ze sobą nic wspólnego. I nie chodzi też o twoje rozstanie z Adrianem, bo ja wam do domu i do łóżka nie zaglądam, choć nie ukrywam, że zdziwiło mnie to bardzo. Chcę tylko wyjaśnić, dlaczego mi o tym nie powiedziałaś? Przyjaźnimy się tyle lat, myślałam, że mnie poinformujesz, że coś się u ciebie zmieniło.
- A jak myślisz? Cierpiałaś po rozwodzie, nie chciałam żebyś przejmowała się też mną. A później Bartosz chciał odnowić z tobą kontakt i poprosił mnie o pomoc... Reszta potoczyła się sama. Ale nie odbiłam ci go! To stało się niedawno. Jeszcze kilka tygodni przed tym, zanim wróciłaś z Gdyni. Chciałam, żebyś wiedziała. ale później zmarła twoja mama, a ja nie mogłam wrócić do Polski i wszystko się spieprzyło.
- Powinnam o tym wiedzieć, nawet jeżeli to nie jest zbyt przyjemny temat i odpowiedni czas. Bądź sobie z Bartoszem, tylko przykro mi, że sama musiałam to od ciebie wyciągnąć.
- Liwka, źle mi z tym, że tak to wszystko wyszło... Chciałabym się cofnąć i wszystko ułożyć od początku. Od kiedy rozstałam się z Adrianem.
- Czyli wszystko już wiem?
- Wszystko.
- W takim razie... Życzę wam powodzenia. - uśmiechnęłam się. - Uciekam.
Rzeczywiście, tak szybko jak się pojawiłam, tak szybko zniknęłam. Spanikowałam. Nie powiedziałam najważniejszego. W mojej wypowiedzi brakowało zdania: 'Nie potrafię przyjaźnić się z tobą, jeżeli spotykasz się z moim byłym mężem.' Gdzieś tam w głębi chyba oczekiwałam od Iwony, że wszystko to, do czego doszłam razem z moim ojcem będzie nieprawdą. To nie bolało tylko przed ludźmi. W środku od nowa zaczynało się źle dziać. Bo było mi źle z kłamstwem przyjaciółki. Usiadłam w samochodzie i kolejny raz dzisiaj zastanawiałam się co ze sobą zrobić. Pojawił się nawet pomysł rozmowy z Bartoszem, ale pomimo mojej obojętności względem niego, totalnie nie miałam ochoty na jego towarzystwo, na jego głos i jego twarz przed swoimi oczami. Bo najchętniej to bym mu walnęła. Ale z pięści. Żeby jeszcze raz poczuł całą frustrację, jaka wytwarza się przez jego obecność w Gdańsku. Posiedziałam w środku jeszcze z godzinę i doszłam do wniosku, że dużo lepiej czułam się będąc w Gdyni bądź Warszawie. Gryzły mnie myśli o obwinianie siebie samej o ucieczkę i myśli o spojrzeniu w lustro za kilkanaście lat, ale czy nie warto być w tym przypadku egoistką i spieprzyć z miejsca, gdzie kompletnie nic cie nie trzyma? Co robić? Nie znałam odpowiedzi na pytanie, dopóki w drzwiach do domu Iwony nie stanął mój były mąż. Przekręciłam w stacyjce kluczyk wymieniając spojrzenia z Gawryszewskim i oddaliłam się od felernego miejsca. Uciekaj, Oliwia. Czym prędzej. Postanowiłam przejechać się do Warszawy i na miejscu rozejrzeć się za jakimś lokum bądź zatrzymać się u rodziny ze strony mamy. Wyjechałam za Gdańsk i zaczęło sypać. Widoczność była zerowa i każdy mądry kierowca zwolnił bądź po prostu został w domu, jak nie musiał jechać. Ja jechałam jak wariatka, na oślep. Co najmniej tak, jakbym miała na oczach opaskę. Kiedy usłyszałam wibracje telefonu znajdującego się na uchwycie w samochodzie, a na ekranie wyświetliło się zdjęcie Gawryszewskiego, coś się we mnie zagotowało. Odebrałam, przeciągając palcem po ekranie,
- Halo?! - warknęłam w stronę głośnika kierując wzrok na zdjęcie kontaktu. W niespełna ułamek sekundy, kiedy z powrotem popatrzyłam na jezdnie, nie widziałam przed sobą drogi tylko inny samochód i kierującą nim kobietę, a kiedy sprytnie ją wyminęłam moim oczom ukazała się betonowa poręcz oddzielająca jezdnię od zbocza i ośnieżonych choinek.
a czerwień mojej krwi to tylko jakiś żart.
~*~
do zobaczenia za dwa tygodnie. wyjeżdżam sobie i zostawiam was z tym oto rozdziałem. nareszcie odpocznę. kocham swoje przyszłe wakacje. bardzo. bo mi sie przecież należy. po ostatnich miesiącach, które były chujowizną. grecjo - ja przybywam.

A ja i tak mam wrażenie, że wszystko rozgrywa się o to, że ona nadal kocha Gawryszewskiego, tylko nie zdaje sobie z tego sprawy. A jej przyjaciółka to jednak marny materiał na przyjaźń. Bo przyjaciół się nie oszukuje.
OdpowiedzUsuńPODZIWIAM. Ja bym wyrwała włosy, trzasnęła czaszką parę razy o framugę drzwi, wybiła zęby, wydłubała oczy, poćwiartowała, a potem jeszcze przejechała.
OdpowiedzUsuńOgólnie to całkiem spokojna ze mnie osoba. Ten tego.
Świnia.