czwartek, 12 maja 2016

Rozdział 11 - KONIEC


Gdybym opowiedział Ci o tym, co robiłem wcześniej, powiedział, jaki kiedyś byłem.. .Czy poszłabyś razem z kimś takim jak ja?Gdybyś znała moją historię słowo w słowo, miała całą moją historię... Czy poszłabyś razem z kimś takim jak ja? Kiedyś często tak robiłem, prowadziło to donikąd. Ja bym poszedł razem z kimś takim jak ty.



*

       W życiu bywa tak, że jeśli kochasz, nie wiadomo jakbyś od tego uciekał - nie zrobisz tego. Ona dogoni cie w kolejce po bułki, w drodze do pracy, w obowiązkach domowych, kiedy prasujesz jedną i tą samą koszulę dwadzieścia minut. Ona. Miłość. Wszyscy dookoła mogą mówić, że to beznadziejny pomysł, że wchodzenie kilka razy do tej samej rzeki jest najgorszym błędem jaki można popełnić. Mimo, że uczucia kiedyś zostały podeptane i wrzucone do kosza - odżyły, choć nie wiadomo tak naprawdę, kiedy nastąpił  ten przełomowy moment. Nie wierzyłam, że ludzie mogą się zmienić, dopóki nie trafiło na osobę, o którą podświadomie walczyłam ze swoim rozumem. Jeżeli ta miłość ciągle jest, musi dać mi szczęście, o które zabiegałam przez całe swoje życie. Może on po prostu tego nie rozumiał. Dwójka ludzi, emocjonalnie totalnie różniąca się od siebie. I nie kwestią płci, a kwestią doświadczeń. Ja - ta, która w swoim życiu nauczyła się, jak to jest czuć wszystko to, o którym on, tego, któremu wszystko zazwyczaj wychodziło - nie miał pojęcia. Oczywiście do momentu, w którym to ja nie stałam się powodem negatywnych uczuć pustki i tęsknoty siedzących w jego głowie. 


            Z tym, z czym wyjechałam - z tym wróciłam. A on szedł brzegiem morza lekko utykając. W domu go nie zastałam, ale Gacek mówił, że często tu chodzi. Że to go relaksuje. Widziałam go z daleka. Czarna bluza, czarny zarost, czarne spodnie i czarne buty. Wszystko czarne i ponure, zupełnie jak jego mina. Zaczęłam biec w jego stronę, jak wariatka. Aż zamoczyłam buty, a chociaż był czerwiec, woda była lodowata. Głowę uniósł dopiero w momencie w którym ludzie przeze mnie popychani zaczynali krzyczeć, co wyprawiam. Otworzył ramiona, przy czym również przyśpieszył, niemalże ciągnąc bezwładna nogę za sobą. Nie płakałam. Po prostu tkwiłam w mocnym, niedźwiedzim uścisku. 
- Zawsze miałem nadzieję, że wrócisz. - wyszeptał w moje włosy, kiedy przestał płakać.


*

koniec. i nie wiem czy nie koniec końców, bo ciężko mi cokolwiek powiedzieć. mam nadzieję,że powrócę kiedyś na jeszcze jedno nieskończone coś, co miało mieć jeszcze ze dwadzieścia rozdziałów. narazie odcinam się od wielu światów, żeby wrócić silniejsza. zakończenie miało być inne. oliwia i bartosz mieli sobie ułożyć życie z kimś innym i spotkać się po latach. nie wyszło mi, bo w głowie ukształtował się pomysł na najpiękniejszy happy end z możliwych. przynajmniej moim zdaniem. pamiętajcie , że miłość nie zawsze wystarczy. prawda brutalna, ale niestety prawdziwa. a przynajmniej nie ta jednostronna :)  nie mowie do widzenia, bo w końcu jeszcze coś mam do skończenia. a to niech zostanie takie, jak jest. może kiedyś napiszę inne zakończenie. muszę się ogarnąć. czytelnicy - a wiem po statystykach, które ze wszystkich moich blogów - na tym są najlepsze, którzy czytaliście to wyżej, przepraszam i dziękuję. 


Szablon

Szablon pobrany ze strony http://szablonownica.blogspot.com

Obserwatorzy