wtorek, 4 sierpnia 2015

Rozdział 9 - Za późno.

Bo ja gapię się w zaplute deszczem okno
Widzę jak znika rynek, znika stare miasto
I słyszę jak tylko dzwoni szkło o szkło
Gdzie jesteś?


Choć doskonale wiedziałam, gdzie jest mieszkanie Bartosza i na którym piętrze się znajduje, myślenie nad jego reakcją na mój widok zajęło mi dobre pół godziny. Z kulą pod pachą kręciłam się wokół własnej osi i już nawet mojego szofera - Biernackiego odstawiłam z kwitkiem. Kazałam mu jechać do domu i zapewniłam, że w razie czego do przejścia mam tylko dwa bloki. Kiedy zrobiło mi się już zimno doczołgałam się po schodach i cicho zapukałam. Miałam nadzieje, że nie usłyszy, ale już po chwili otworzyły się drzwi.
- Nie wiem, czy to, że lekceważysz sobie swój stan zdrowia jest normalne, ale zadziwiasz mnie.
- Możemy porozmawiać? Chcę to mieć za sobą, ostatecznie.
Wpuścił mnie do środka schylając się uprzednio aby rozprostować dywan i pozbierać dwie walające się po ziemi koszulki.
-Więc? Co cię tu sprowadza? - zapytał.
- Bo ja tu czegoś nie rozumiem. Za nic w świecie nie mogę tego zrozumieć.
- Ale czego?
- Bo się kurwa mać pojawiasz znikąd, przy kasie fiskalnej, wybiegasz za mną na zewnątrz, nachodzisz moją matkę, mojego ojca, moją pracę, moją przyjaciółkę, mnie podczas świąt i nie raczysz mi powiedzieć dlaczego to wszystko! Dlaczego tak ci zależało, żeby narobić mi wstydu w pracy, żeby postawić Biernackiego w takiej sytuacji, w której opadły mu ręce? Dlaczego za mną jechałeś przed tym cholernym pieprzonym wypadkiem i dlaczego nie zeznałeś, że to prawie ja wjechałam w jakąś inną kobietę na czołówkę i dopiero później odbiłam na te głupie bandy? Dlaczego  siedziałeś w szpitalu jak byłam nieprzytomna i po co w ogóle tam przyszedłeś?
Milczał. Ja się zasapałam z tego wszystkiego, a on patrzył przed siebie w jeden martwy punkt. Złapałam go za ramię i zaczęłam szarpać.
- Bartosz, ja do ciebie kurwa mać mówię! Dlaczego to wszystko? Co się stało? Do czego ja ci jestem potrzebna? Masz długi? Chcesz pożyczyć pieniądze? Masz problem i zostałeś z nim sam? Dlaczego mi nie powiesz?! Proszę... Powiedz coś! Powiedz mi bo oszaleje!
- Liw, błagam. Nie chcę wypowiedzieć słów, których za moment obydwoje będziemy żałować.
- Najgorsze zostało już wypowiedziane.
- Ale...
- Powtarzam. Najgorsze słowa już dawno padły.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- Tak.
- Kocham cie. I nigdy nie przestałem. I jesteś mi potrzebna do życia. Tylko i aż tyle.
Nie przewidziałam, że padną takie słowa. Mój oddech przyśpieszył a do oczu napłynęły łzy.
- Nie możesz mnie kochać.
- Ale kocham. I ja nic na to nie poradzę.
- Nie możesz mnie kochać, bo mi wszystko utrudnisz. Bo już to zrobiłeś. Dlaczego ty to wypowiedziałeś?!
- Przecież chciałaś.
Miał rację. Chciałam. Tylko nie przemyślałam sobie, co tak naprawdę może się wydarzyć.
- Nie możesz. - rozpłakałam się powtarzając swoje słowa.
- Nie musisz nic z tym robić. Zignoruj to, Liw.
- Ale skąd ja mam wiedzieć, czy ty mówisz prawdę?
- A czy wyglądam teraz jakbym kłamał? Chciałaś prawdy, a ja wiedziałem, że jak się  o tym wszystkim dowiesz to tak zareagujesz. Wiedziałem, że będziesz płakać. Wiedziałem to. Rozumiesz?
Puściłam jego ramię i odeszłam w stronę drzwi.
- No powiedz coś. Proszę. - dopominał się.
- Będziesz o mnie walczył?
- A pozwolisz mi na to?
Nie odpowiedziałam. Zamknęłam drzwi i cicho łkając udałam się w stronę swojego mieszkania. Patrzyłam przed siebie, trącałam ludzi, miałam przed oczami mojego byłego męża. Jego smutny wzrok, ściszony głos i trzęsąca się klatka piersiowa całkowicie rozbiły mnie od środka o ile można było zrujnować moje wnętrze jeszcze bardziej niż było ono zrujnowane. Co miałam robić? Czy ja jeszcze kochałam Bartosza? Czy potrafiłam wzbudzić w sobie uczucie, które żywiłam do niego siedem lat swojego życia? I do kogo miałam pójść? Wrócić do Gacka?


*
Nie powiedziałabym, że Piotrek zdziwił się widząc mnie zapłakaną w drzwiach.
- Chyba domyślam się, co usłyszałaś.
- Od początku wiedziałeś? - zapytałam opierając się o futrynę drzwi wejściowych.
- Kobieto. My już po rozwodzie wiedzieliśmy, że on tego pożałuje. Nie minął tydzień. Miał takie głupie podchody... Z tymi świętami i pójściem do tej twojej koleżanki... Spieprzył kilka opcji, ale chyba sam nie wiedział, co ma zrobić żeby cię odzyskać.
- Piotrek, ja do niego nie wrócę. - popatrzyłam na Gacka i przyznam, że oczekiwałam aprobaty.
- Co ja ci mogę powiedzieć? Zrobisz jak zechcesz. Tylko Bartek już z nikim innym nie będzie. Ani z twoją koleżanką, ani z nikim innym. Jest ślepo zapatrzony w ciebie.
- To dlaczego mnie zostawił?! Dlaczego do tego dopuścił?
- Bo jest idiotą. - skwitował. - Kuźwa nie potrafię doradzić. Wiem jak to jest. Masz do niego żal. Ale on jest moim kumplem i wiem, a raczej wierze, że między wami nie wszystko jeszcze stracone.
- Zapytał, czy pozwolę mu o siebie zawalczyć.
- I co ?
- I chcę się od niego odciąć.
- Czyli odpowiedź jest negatywna. - bardziej stwierdził niż zapytał Gacek. Nie pozostało mi nic innego jak wstać i pożegnać się.
- Mam nadzieję, że kiedyś wszyscy zrozumiecie moją decyzję. Dostałam propozycję wyjazdu do Szwecji. Do rodziny mojego ojca. To będzie najrozsądniejsze.
- Oliwka, ty mu tego nie możesz zrobić. - powiedział błagalnie Piotrek, ale starałam się być niewzruszona.
- Bez sensu, wiem. Ale wiele rzeczy w moim życiu nie miało sensu. Mogłam się szybciej rozwieść, albo później wyjść za mąż.
- Nie pierdol, że żałujesz tego, że byłaś jego żoną. W świetle kościoła nadal nią jesteś.
- Gdybym ci powiedziała, że żałuję, to bym skłamała. Ale gdybym powiedziała, że nie, sytuacja byłaby taka sama. Więc tak naprawdę to nie wiem. Widocznie bardzo się kochaliśmy skoro teraz tak trudno nam o sobie zapomnieć. Chociaż jemu się prawie udało. Mnie nigdy.
- Oliwia! Jemu się nigdy nie udało. - Gacek chwycił mnie za ramiona nie zważając na ból mojego barku. - Nigdy mu nie wyszło. Zawsze była Oliwia i nikt inny.
- Nawet wtedy, ja przez trzy lata byłam dla niego zerem?
- Nawet wtedy.
- Idę. Przyjdę się pożegnać lada dzień.
- Przemyśl to. - powiedział przy zamykaniu drzwi.
Na zewnątrz czekał na mnie ojciec. Użyczył mi swojego ramienia i chyba czekał aż coś powiem.
- Możesz zarezerwować mi ten bilet. - odpowiedziałam lakonicznie.
- Co powiedział Bartosz?
- Nic szczególnego. W sumie to wszystko pozostało bez zmian.
- Czyli poszłaś tam na nic? - dopytywał.
- Zupełnie niepotrzebnie.
Wzruszył ramionami i podprowadził do domu.
- Jutro pomogę ci się pakować. Lepiej, żebyś nie przeciążała ręki.
- Jasne.
- Na pewno niczego ciekawego nie dowiedziałaś się od Bartosza?
- Przecież już mówiłam, że poszłam tam na marne.
- Pokłóciliście się?
- Tak. Znaczy się nie. Było spokojnie, ale raczej już nie będziemy więcej rozmawiać.
- Nie rozumiem.
- Równie dobrze mogłam tam nie iść. Na tym zakończmy tą dyskusję.

*

Leżałam na sofie przytulając album ze zdjęciami i z całej siły próbowałam się nie rozpłakać. Nie wyszło. Łzy ciekły potokiem. Wiedziałam, że czeka mnie ostateczna odprawa przez przeszłość. Moim postanowieniem był wyjazd na stałe, Przeglądałam drobiazgi, które mogłabym, a raczej muszę zabrać ze sobą i gdzieś tam z górnej półki wyciągnęłam jeden z albumów. Pierwsze zdjęcie podpisane i wsadzone  dziesięć lat temu. Dzień otrzymania wyników z matur. Ognisko na mojej działce. Ja z Gośką na grubo zakrapianym grillu, gdzieś tam w tle reszta naszej klasy stukająca się butelkami z piwa. Drugie zdjęcie pod Uniwersytetem Warszawskim, kiedy dowiedziałam się, że zostałam studentką prawa. Uśmiechnięta blond włosa Oliwia z szerokim uśmiechem i kciukiem wystawionym w górę. Trzecie zdjęcie to pierwsza studencka impreza, na której poznałam Gawryszewskiego. I od razu pierwsze wspólne zdjęcie. Młodzi, beztroscy, siedzący obok siebie i robiący śmieszne miny do obiektywu. Kolejna fotografia to zdjęcie pod Uniwersytetem w Gdańsku, symbolizujące nowy rozdział studenckiego życia po zrezygnowaniu z nauki w Warszawie. Bo albo zaliczam i przenoszę się do innej szkoły, albo czeka mnie poprawka całego roku. Takie wspomnienie. Smutne, ale jednocześnie zwiastujące rozkwit mojej relacji z Gawryszewskim, bo już na zdjęciu poniżej mam na sobie niebieską sukienkę, on niebieski krawat i pozujemy z jego bratem i świeżo upieczoną żoną do zdjęcia. Popatrzyłam na siebie i stwierdziłam, że wyglądałam lepiej niż panna młoda. Uśmiechnęłam się. Przerzuciłam kolejne strony i przypominałam sobie okoliczności, w  jakich poszczególne zdjęcia zostały wykonane. I tak natknęłam się na pierwsze święta z Bartoszem w moim domu, jeszcze jako niczego nie świadoma przyszła narzeczona, następnie zdjęcie z zaręczynowym pierścionkiem na palcu, kolejne w salonie sukien ślubnych z moją mamą, aż w końcu najpiękniejsze zdjęcia ślubne robione przez  Gośkę. Artystyczne. Z duszą. Bez kiczu i dodatkowych efektów. Romantyczne ujęcia uścisków i pocałunków spowodowały, że w swoim gardle poczułam ścisk. I brnęłam dalej. W zdjęcia splecionych dłoni, pokazywania obrączek, pozowania przy zachodzie słońca i pomiędzy drzewami w pobliskim lesie, przez które biły promienie. A wszędzie ja. Taka szczęśliwa i po uszy zakochana. I Bartosz. Wpatrzony we mnie jak w obrazek. Nie wytrzymałam. Zamknęłam na ostatnim ślubnym zdjęciu, aby nie widzieć żadnego z wakacji na Wyspach Kanaryjskich i tych późniejszych w Norwegii, Grecji, Wyspach Brytyjskich i Bułgarii. W głowie powtarzałam ciągle: 'Co się z nami stało?', bo tak naprawdę nadal nikt nie odpowiedział mi na to pytanie. Nadal nie rozumiałam jak taka miłość mogła zakończyć się fiaskiem. Bo bajkowe uczucie nawet w najgorszym śnie nie mogło mieć takiego finału. Tych trzech zmarnowanych lat. Zmarnowanych na czekanie na cud, bo inaczej nie można tego nazwać. I owszem. Cud nastał jak się okazało. Ale później. O wiele, wiele chwil, łez, momentów, wydarzeń, godzin, miesięcy i lat  za późno.


*

Moje mieszkanie opustoszało. Ojciec ustawił walizki z ciuchami pod drzwiami, a mnie samej kazał jeszcze przez ostatni dzień przed wylotem odpocząć i przemyśleć, co ostatecznie zrobię z mieszkaniem. Nie posłuchałam go. Najpierw zaglądnęłam do Gacka. Przytuliłam go i obiecałam, że na pewno pojawię się za jakiś czas w odwiedziny. W końcu zostawię w Gdańsku kilka niepozałatwianych spraw i ktoś musi to wszystko ogarnąć. Piotrek mówił mało, uśmiechał się tylko lekko i mocno mnie ściskał.
- Uważaj na siebie. Dzwoń tak często jak dasz radę. Pójdziesz teraz do Bartosza?
- Muszę. - odrzekłam zgodnie z prawdą i podążyłam do mieszkania swojego ex-męża.
Otworzył zdziwiony, skinął dłonią i już miał mi pomóc ściągać kurtkę, kiedy zaczęłam mówić.
- Przyszłam do ciebie bo chciałam się pożegnać. Wyjeżdżam do rodziny Biernackiego. Na stałe. Tak będzie najlepiej dla ciebie i dla mnie.Przestaniemy się widywać. Ja nie będę mieć przed oczami tego, co mi zrobiłeś, a ty nie będziesz musiał kryć się ze swoimi uczuciami, bo z czasem wszystko ci minie.
- Jasne.  - odburknął. - Coś jeszcze?
Zamurowało mnie. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię.
- A co chcesz usłyszeć?
- W zasadzie to po tym co teraz usłyszałem, mam dość czegokolwiek. 
- Bartosz...
- Nie. To twoja decyzja. Powiedziałem, ci, że zrobisz jak zechcesz. I zrobisz.
Wzięłam głęboki wdech.
- Uważaj na siebie.
- I co? I tyle? - krzyknął, a ja wzdrygnęłam się. Moje ciało oblał zimny pot.
- Tyle. - szepnęłam i zamknęłam drzwi powoli kuśtykając w stronę swojego mieszkania.




***

hej hej hej mowilam, zebyscie czuwali? no.to jestem. ale jeszcze dwa, góra trzy rozdzialy takze przestanę was katowac. ale no. lubię o opowiadanie. ale zapraszam was na www.mamy-siebie-nawzajem.blogspot.com a wlasciwie nie ja tylko Magda was zaprasza. Do nastepnego!

Szablon

Szablon pobrany ze strony http://szablonownica.blogspot.com

Obserwatorzy