sobota, 9 maja 2015

Rozdział 5 - Ale przecież łączy nas przeszłość.

Jeśli chcesz możesz przyjść, kupić wino, zostać na noc. Nie przytulę Cię, potem odwrócę, rzucę- 'dobranoc'. Jeśli chcesz możesz przyjść, zdjąć bluzkę, zostać do rana. Nie odprowadzę Cię potem, do drzwi trafisz sama.













~*~

W kancelarii Biernackiego nie pokazywałam się już tydzień. Z domu wychodziłam tylko do sklepu, znajomym powiedziałam ze mam grypę a Bartosz był na meczu wyjazdowym, więc telefonu nie musiałam odbierać, prawda? Szwędałam się po domu, na co wyjątkowo miałam ochotę. Nie byłam już wściekła. Bo ile można rzucać i kopać wszystkim, co napotka się na swojej drodze? Byłam raczej zmęczona. Fizyczne, bo nie sypiałam w nocy i w ciągu dnia wszystko na swoim zmęczonym ciele odczuwałam dwa razy mocniej, a przede wszystkim psychicznie. Za dużo myślałam i rozpamiętywałam. Owszem. W mojej głowie siedział Biernacki ale to Gawryszewski siał spustoszenie. Bo skoro Bartosz chciał rozwodu i odcięcia się od mojej osoby, dlaczego tak bardzo zależy mu na wznowieniu kontaktu? Dlaczego nie słucha mnie, kiedy mówię, że rozdrapuje stare rany? Choć ze sformułowaniem, że są stare można by polemizować. Są raczej lekko zastygnięte.

Nim się spostrzegłam, był 24 grudnia. Samotne święta? Czemu nie. Co roku, od kiedy pamiętam ten czas wyglądał tak samo. Jeździłyśmy z mamą do ciotki, gdzie zjeżdżali się dziadkowie i w atmosferze mimo wszystko bardziej rodzinnej niż przez resztę roku spędzałyśmy Boże Narodzenie. W tym roku byłam skazana na towarzystwo osoby inteligentnej, którą byłam ja sama .Jednak najgorsze było to, że musiałam wyjść z domu. Lodówka pusta, a o słonych paluszkach i wodzie długo długo raczej nie pożyję. Siarczystym 'kurwa mać' skwitowałam pojawienie się rezerwy w moim samochodzie. Świąteczne korki na szczęście nie dały się we znaki. Cóż, pewnie wszyscy lepią uszka i tylko ja będę stała w kolejce z pełnym koszem jedzenia. A potrzeba kupienia czegokolwiek była ogromna. Kasjerka spojrzała na mnie złowrogim spojrzeniem, jakby musiała za kare przykładać produkty, które chce kupić do czytnika. Na drzwiach wisiała kartka, że dziś otwarte do piętnastej. Ach, tak. To pewnie dlatego tak bardzo manifestuje swoją niechęć do świata. Biedna. Pozostało mi się tylko szybko zwinąć do samochodu i dać kobiecie wytchnienie. W myślach dziękowałam Bogu, że za moimi plecami nie stał Gawryszewski, a przede mną Biernacki. Jednak moc świąt zadziałała chociaż w minimalnym stopniu. Zaparkowałam pod blokiem na miejscu sąsiada, bo ktoś zajął moje i gadałam do siebie pod nosem, że pan spod czternastki na pewno mi wybaczy.
- Pani Gawryszewska? Poczta dla pani.
Masz ci los. A jemu kto kazał pracować w sobotę o dwunastej w południe?! Biedny pan Kazik listonosz.
- Aż tyle tego?
- Cztery kartki i jeden list. Przy świętach to standard
. - odparł z uśmiechem.

- A pan kiedy kończy?
- Jeszcze jedna ulica i idę świętować. Wesołych świąt!
- Wesołych, wesołych.
- odwróciłam się i trzymając siatki z zakupami na zgięciu łokcia przeglądałam korespondencję. Trzy kartki od koleżanek i list od mojej przyjaciółki. Iwona od dwóch lat siedzi w Niemczech i oprócz korespondencji internetowej przed ważniejszymi wydarzeniami w roku wysyła mi długi list. W tym po raz sto pierwszy przeprosiła za nieobecność na pogrzebie mojej mamy, ale przecież ją rozumiem. O całym zajściu dowiedziała się dzień przed pogrzebem, więc zwyczajnie nie zdążyła zamówić biletu. Tęskniłam za nią. Ale wyjechała z Polski za lepszym życiem podejmując tą decyzje w komitywie z miłością swojego życia. Bo Adrian ewidentnie nią był. Pamiętaj jak mówiła mi, że zazdrości mi tego bartkowego spojrzenia, którym on sam mnie obdarza. Po paru latach to ja zaczęłam jej zazdrościć oddanego jej w stu procentach Adriana i chyba to też wpłynęło na moje i tak beznadziejne już wtedy samopoczucie. Oczywiście negatywnie. O czym pisała Iwona? W sumie to, o czym już wiedziałam. O pracy, o zmianie koloru włosów, o zgubieniu kilku kilogramów, a przede wszystkim o swoich planach na kolejne dni. Pisała o tygodniowym urlopie i o tym, że nie wie, gdzie go spędzi. Ta to ma dobrze. Ja to sobie życia nie umiem zaplanować, a ona mi tu o urlopie gada. Doczytałam list do końca i położyłam na stole, aby w razie czego wczytać się w niego jeszcze raz. Na dłuższą chwilę zniknęłam w kuchni, później zabrałam się za sprzątanie. I tak zleciał mi czas do wieczora. Na klatce schodowej słychać było nadchodzące do sąsiadów rodziny i okrzyki radości wszystkich otwierających drzwi. Wzdychnęłam cicho i usiadłam w fotelu.

- Wszystkiego dobrego Oliwia. Życzę ci, zdrowia do tego wszystkiego. - powiedziałam do najinteligentniejszej osoby w towarzystwie, czyli do samej siebie i rozpoczęłam posiłek, jakim był barszcz instant Winiary i odmrażane uszka. Mogłam skorzystać z zaproszenia ciotki, ale jak to w rodzinie bywa, ciężko byłoby mi patrzeć na szczęście kuzynek i kuzynów. A znając życie, któryś z mądrych wujaszków zadałby pytanie dotyczące mojego siatkarzyka, albo tego, czy utrzymuje z nim kontakt. Oszczędziłam sobie uszczerbku na zdrowiu, choć przepłaciłam to świąteczną samotnością. Trzeba było wybrać mniejsze zło. W stanie względnego spoczynku przed telewizorem spędziłam dwie godziny. Zaczęłam nawet przysypiać z nudów. Z letargu wyrwał mnie dźwięk dzwonka do drzwi. Nie zareagowałam. Ale stojący po drugiej stronie drzwi osobnik nie dał za wygraną. Zamek przekręcił się pod wpływem prawdopodobnie klucza i już wiedziałam, że świątecznym przybyszem jest Bartosz.
- Nie przyszedł Mahomet do góry, to przyszła góra do Mahometa.
- Mówiłeś, że oddałeś mi wszystkie klucze.
- Bo myślałem, że tak było. Jadłaś coś?
- Coś. -
rzuciłam od niechcenia.

- Byłem u rodziców i przyniosłem prowiant. 
- Mogłeś już tam zostać. Rodzeństwo cie nie potrzebuje?
- Ty potrzebujesz mnie bardziej. 
- Bartosz, czego ty ode mnie właściwie chcesz? 
Nie uciekłam wzrokiem. nie tym razem. Zacisnęłam pieść i patrzyłam w jego tęczówki. W piękne, niebieskie oczy.
- Wpuścisz mnie, czy mamy rozmawiać z drzwiach? 
Wpuściłam. Nie kopnęłam go w dupę ani w nic z tych rzeczy. Wysiliłam się nawet na zrobienie herbaty. Przyniosłam napój do pokoju i bez słowa usiadłam obok Bartosza na sofie.
- Ta akcja w kancelarii... To było słabe.
- Poprawka, Gawryszewski. Wszystko, co robisz jest słabe.
- Wiesz, że nienawidziłem twojego ojca za to, co robił tobie i twojej mamie. Ty też mówiłaś, że nigdy mu tego nie wybaczysz!
- Mówiłam. Ale ty też dużo rzeczy mówiłeś.
- Nie pamiętasz, jak krzyczałaś w złości, że masz do niego straszny żal?!
- A ty nie pamiętasz, jak krzyczałeś z miłości, że nigdy mnie nie zostawisz?!

Zamknął się momentalnie. Jego oczy zaszły jakby mgłą, a ręce zacisnęły się w pięść aż do białości. Czy zabolało? Być może. Chociaż chciałam mu ze szczerego serca dowalić, kiedy to zrobiłam poczułam się dziwnie. Źle. Fatalnie. Bo zranienie drugiej osoby było jak mój katharsis. Oczyściłam się choć trochę z negatywnych emocji jakie mną targały, poprzez cierpienie drugiej osoby. Podniosłam swoje szanowne cztery litery z zajmowanego miejsca i skierowałam się w stronę okna. Byłam pewna, że Bartosz odpowie mi coś jeszcze bardziej niemiłego, trzaśnie drzwiami i zostawi mnie w spokoju. Jego oddech nieco spowolnił, co dało się usłyszeć, a raczej poczuć, bo stanął obok mnie i ślepo spoglądał w miejsce, które również dla mnie było punktem obserwacji.
- Dlaczego jemu chcesz dać szanse, a nam nie?
- Bo nas przekreśliłeś. Jedną, wielką, grubą kreską.
- wyartykułowałam i podeszłam do szafki z alkoholami. - Whisky?




~*~


Dziś już rozumiem, że się czasem trzeba upić, a na 'przepraszam' to już zwykle jest za późno. Czasami brak nam czasu by zawrócić, co?

- Będziesz mnie nachodził i błagał o wybaczenie? - popatrzyłam na Gawryszewskiego, który za chwile będzie nadzwyczaj wylewny. Jego alkoholowe możliwości znałam lepiej, aniżeli swoje.
- Pamiętasz, co powiedziałaś mi na rozprawie?
- Wtedy jak powiedziałeś, że tak będzie lepiej? Pamiętam. Powiedziałam, że nikogo nie można zmusić do miłości i to ty wybrałeś.
- Ale gdybyś nie odpuściła, być może bym zmądrzał.
- Obwiniasz mnie za rozpad naszego małżeństwa?
- Nie. Ale próbuję sobie uzmysłowić, jak strasznym byłem chujem, skoro tobie, kobiecie ze stali, zabrakło siły, żeby ciągnąć to dalej.
- Bo to ty zrobiłeś ze mnie siłaczkę. A dzisiaj próbuję poskładać się w całość. Boże! Dlaczego ja ci to wszystko mówię?!
- Przepraszam Cię, Oliwka. Naprawdę. Przepraszam cie tak szczerze, jak nigdy wcześniej.
- I co to zmieni? Cofniemy się siedem lat wstecz, do momentu, w którym po meczu w Warszawie opijałeś zwycięstwo, a ja wleciałam do klubu już nawalona, bo wywalili mnie z uczelni? Tak się nie da.
- Ale przecież łączy nas przeszłość. Tyle się wydarzyło? Nie pamiętasz tego?
- Pamiętam, Bartosz, pamiętam. Aż za dobrze.
- Więc?
- Więc problem w tym, że nie chce tego pamiętać. Bo dla mnie te wspomnienia są jak bajka w zderzeniu z rzeczywistością. Coś pięknego w konfrontacji z czymś, czego nie życzyłabym najgorszemu wrogowi.
- Gdybyś nie wypiła czegoś wysokoprocentowego, nie powiedziałabyś mi o tym wszystkim, prawda?
- Nie wiem. I tak nie mamy już nic do stracenia, bo wszystko straciliśmy.
- Chce wiedzieć, co u ciebie, mówiłem ci to już. Pozwól mi być choć w kilku marnych procentach częścią twojego życia.
- Ale pamiętaj, że między nami wszystko skończone. 

Albo się zasmucił, albo mi się wydawało.
- Jasne.
- Znajdziesz sobie kogoś, będziesz miał przestrogę, aby nie ranić tych, których się kochało.
- Już znalazłem.

Dobra. Wydawało mi się. 


~*~


Gawryszewski zasnął na mojej sofie. Ja przestałam pić, a on sam dokończył butelkę najdroższego trunku, jaki miałam w szafie. Było późno, a w takim stanie ciężko było go poprosić o prowadzenie pojazdu. Popełniłabym przestępstwo, choć wreszcie zemściłabym się na nim tak bardzo, bardzo solidnie. Była dwudziesta trzecia, a moje progi postanowiła zaszczycić jeszcze jedna osoba. Dźwięk dzwonka nie obudził Bartosza, a ja z zawrotami głowy podążyłam w stronę drzwi.
- Iwona?! -wykrzyczałam na całą klatkę schodową, akurat w tym momencie, kiedy sąsiedzi z naprzeciwka zrobili sobie przerwę w kolędowaniu.
- Ha! Wesołych świąt, mam wino, chipsy i papierosy!
Wpakowała mi się do środka jak to miała w zwyczaju, a kiedy zobaczyła, kto śpi na mojej salonowej kanapie i podchrapuje, wszystko wyleciało jej z rąk.
- O nie. O kurwa.
- Nie, to nie kurwa, ale byłaś blisko.
- Liw, ty jesteś pijana!
- A on jest napierdolony. I to jest ta różnica.
- Ja cie chyba zamorduje.
- Spokojnie. Wszystko opowiem ci rano. 

Tak też się stało. Bartosz spał przykryty swoim swetrem, a Iwona stała w progu drzwi od mojej sypialni i patrzyła, jak nerwowo odpisuje na świąteczne życzenia na portalach społecznościowych.
- Co on tu robi? I gdzie jest choinka?
- Przyszedł, bo powiedział, że jest mi potrzebny. A choinka jest, na zewnątrz. cała w śniegu. Nie widać? Rośnie sobie.
- A gdyby ci powiedział, że przyszedł cie przelecieć, to też byś go wpuściła?
- Ej. Porozmawialiśmy. A później się upił i zasnął. Ot całe zdarzenie.
- A rozmawialiście o dupie marynie, jak jej było na imię, hę?
- Ja chyba nie mam siły, żeby o nim mówić.
- Nic ci na to nie poradzę. Za chwile wszystko mi wyśpiewasz.
- Ale co ty chcesz wiedzieć? Chce kontaktu, mówiłam ci już.
- A nie jest tak, że chce ciebie?
- Nie jest. Bo on chce już inną. 

Dopiero teraz Iwona zobaczyła, że przyjaciółka, którą zostawiła w Polsce i zastała w Boże Narodzenie, jest płaczącą ruiną.


*

no wiec w sumie to zostały mi jeszcze dwie ustne matury, teoretycznie jestem już na wolności. przynajmniej do sierpnia, bo matmy nie zdałam na 99%, więc czeka mnie poprawka. mój misterny plan nieco przesunie się, ale co mnie nie zabije to zrobi ze mnie zimną sukę. także ten. jestem tu i mam nadzieje ze wy tez i dacie o sobie znać. będę już częściej, obiecuje. 

1 komentarz:

  1. Chyba to kocham. Poprawka, kocham to na pewno. I bardzo mi szkoda Oliwii. I Bartka, który nie wie czego chce. I który nie potrafi się zdecydować.
    Dziwię się, że tak po prostu go nie wyrzuciła. Chociaż w sumie, widać że jej wszystko jedno. I tak naprawdę wcale nie jest to dla mnie zaskoczeniem. Bo skoro straciła już wszystko, to co to za różnica? Współczuję jej, cholernie. I rozumiem całkowicie.

    OdpowiedzUsuń

Szablon

Szablon pobrany ze strony http://szablonownica.blogspot.com

Obserwatorzy