''I mogę wymyślić mnóstwo powodów, dlaczego nie wierzę w Ciebie.
Nie wierzę w Ciebie i mnie.''
Zamknięta w swojej domowej samotni wyzbyłam się wszelakich kontaktów z dzwoniącymi dziadkami i pozostałą rodziną. Nie odbierałam też wszystkich telefonów od Bartosza. Jedyne na co czekałam to na odpowiedź ze Szwecji. Prosiłam o kontakt mejlowy, żeby było po prostu szybciej. W liście nie napisałam też o tym, w jakim celu poszukuję Jana Biernackiego. Było to tylko kilka zdań, które tak naprawdę niczego nie wyjaśniały. Po tygodniu oczekiwań światełko w tunelu zapaliło się. Dostałam wiadomość od kobiety, która sadzać po tym, jak zatytułowała wiadomość a było to imię i dwa nazwiska, najprawdopodobniej była jakąś rodziną mojego ojca.
"Witam. Jestem siostrą Jana Biernackiego. Niestety nie mieszka w Szwecji od dwóch lat. Przeprowadził się do Gdańska na stałe, wcześniej przyjeżdżał tam tylko sporadycznie.". Przez dobre piętnaście minut gapiłam się w komputer. Jan Biernacki był tu. W Gdańsku. Być może był moim sąsiadem i mijałam się z nim kilka razy dziennie. Może patrzyłam na jego szczęśliwą rodzinę, z którą przyjechał do Polski po zarobieniu zadowalającej kwoty w Skandynawii.
A mama nie powiedziała mi ani słowa. Kartka świąteczna, do której dołączony był niemiecki adres okazała się stara. W takim razie gdzie nowsza korespondencja? Gdzie są kartki, w których informował mamę o swojej przeprowadzce? Niestety. Ona wszystko zabrała ze sobą, a moim zadaniem było dopasowywanie do siebie poszczególnych elementów tej układanki. Postanowiłam, że siostrze ojca zadam ostatnie pytanie. Musiałam przecież wiedzieć, gdzie szukać Biernackiego. Gdańsk jest duży, a zbieg okoliczności w imieniu i nazwisku zdarzyłby się pewnie nie raz. Po naciśnięciu opcji 'wyślij' nerwowo stukałam paznokciami o blat. Dwie minuty, które upłynęły od czasu wysłania wiadomości a odebrania nowej trwały wieczność. Jan Biernacki pracował w kancelarii adwokackiej. Że też o tym nie wiedziałam, skoro złożyłam swoje CV w sprawie stażu do co najmniej pięciu! Po wpisaniu w wyszukiwarkę odpowiednich fraz od razu wyświetliły mi się potrzebne wyniki. Jan Biernacki był właścicielem kancelarii mającej pod swoimi skrzydłami pięciu prawników, w tym jednego stażystę. Kancelaria funkcjonuje już trzeci rok. Ma dobrą renomę i cieszy się uznaniem nie tylko wśród Gdańszczan.
~*~
Pojawiło się wiec pytanie, co zrobić teraz? Czy iść się porządnie upić, czy dać sobie spokój, czy brnąc w to, choćby miało bolec. Na ból byłam odporna. I własnie to mnie przekonało, żeby wstać i w końcu coś zrobić. Czy telefon do Bartosza był w tym momencie totalnie beznadziejnym pomysłem? Cóż, gorszym było chyba to, że pojechałam na halę, gdzie odbywał się trening Trefla i weszłam na salę. Uszłam parę kroków, kiedy Anastasi pokazał dłońmi, że na dziś koniec.
- Oliwka? Cześć! - wykrzyczał w moją stronę zdziwiony Gacek, Wszyscy przecież wiedzieli, że jestem byłą żoną Bartosza. Z taką samą miną przyglądał mi się Troy i Grzyb.
- Witam. Bartek jest?
- Rozmawia z trenerem. Jak się trzymasz? Sto lat cię nie widziałem. Bartek mówił, że jesteś w Gdańsku. - kontynuował libero.
- Raz lepiej, raz gorzej. Ale daję radę. A wy jak tam? Sukcesy są, to pewnie dobrze. - zagadałam.
- Oliwia? - przerwał poszukiwany.
- Byłam w pobliżu i pomyślałam, że wpadnę. Chciałam pogadać.
Zawodnicy mieli oczy wielkości pięciozłotówek. Bo w sumie to nic się do siebie nie kleiło. Ja znienawidziłam Gawryszewskiego, ja zażądałam rozwodu, ja miałam powód i ja, jak gdyby nigdy nic po niego przyjechałam. Dziś, o godzinie czternastej piętnaście. Ot tak. Bez zapowiedzi. Nękana spojrzeniami wyszłam przed halę. Chwilę później dołączył do mnie Bartosz.
- Coś się stało?
- Mój ojciec pracuje w jednej z gdańskich kancelarii. Właściwie jest jej właścicielem.
- Chcesz tam pójść, prawda?
Po to właśnie przyjechałam do niego przyjechałam. Po radę. Bo ja tak naprawdę nie wiedziałam, czy chcę zobaczyć się twarzą w twarz ze swoim ojcem. Nigdy w życiu się nie spotkaliśmy. Może mijał mnie na ulicy, a ja przeszłam obok niego tak, jak obok kogoś, kogo nie znam? Nie zadzwoniłam z tym problemem do swojej przyjaciółki, ani do nikogo z rodziny. Dlaczego to właśnie mój były mąż wydawał mi się najlepszą opcją? Poczułam się tak, jakbym jeszcze bardziej zagmatwała się w swoich uczuciach. Ba, ja zagmatwałam nie tylko uczucia, ale całe swoje życie. Byłam w jakimś cholernym labiryncie, z którego nie było wyjścia. Wszystko było chore. Jakaś paranoja. Przecież wszyscy szukamy po dwudziestu siedmiu latach swojego ojca, który nie odezwał się do nas przez całe nasze życie i wszyscy chcemy, aby na dokładkę wysłuchał nas nasz ex-partner, który potraktował nas jak śmieci, prawda? Nieprawda. Tylko ja miałam taki talent i tylko ja byłam do tego zdolna. Chyba sama chciałam doprowadzić się do autodestrukcji, a nad przepaścią byłam dosłownie jedną nogą. Przecież ryzyko tego, że ojciec wyprze się mnie jest znacznie większe niż prawdopodobieństwo, że nasz kontakt uda się odnowić i sprowadzić na właściwe tory. A jeszcze bardziej niszczył mnie fakt, że gdzieś tam głęboko w moim wnętrzu zapaliła się ponownie minimalna iskierka zaufania do Gawryszewskiego. I ja za nic w świecie nie mogłam jej zgasić.
~*~
Bartosz zawiózł mnie pod kancelarię Biernackiego. Teczka z referencjami na trasie od samochodu do drzwi wejściowych liczącej jakieś dwa metry spadła mi dwa razy. Ręce dygotały mi tak, że nawet kawałek tektury wymykał mi się z uścisku. Przełknęłam ślinę, otworzyłam masywne, drewniane drzwi i odwróciłam się, aby spojrzeć na siedzącego w samochodzie Bartosza. W końcu zamek zatrzasnął się, a ja podążyłam przed siebie.Zwróciłam się w stronę sekretarki bądź kogoś właśnie w tym stylu.
- Dzień dobry... Bo...- pięknie Liw, jąkaj się dalej.- Bo szukam...
- Szuka pani stażu? Proszę chwilę poczekać, sprawdzę, czy pan Biernacki może w tym momencie rozmawiać. O! Właśnie idzie.
- Pani Alu, proszę wpisać tego pana na piętnastą w piątek.
Wyszedł. Elegancki, wysoki, przystojny mężczyzna. Przed pięćdziesiątką. Dobrze zbudowany, z zarostem i kilkoma siwymi włosami. Wyglądał młodziej niż na wiek, który rzeczywiście ma. Miał idealnie skrojony, dostosowany do swojej budowy ciała garnitur, a jego buty lśniły co najmniej tak, jakby co pięć minut ktoś je polerował. Był do mnie podobny. Kurwa. Jego rysy twarzy, wzrost, kształt nosa i kolor oczu. Wszystko wskazywało na to, że to jest właśnie mój biologiczny ojciec.
- Stażystka do pana, panie Janie.
- Witam. - podał mi rękę i uśmiechnął się ciepło. - Biernacki Jan. Zapraszam za mną.
Serce waliło mi jak młot. Tym bardziej, że nie przemyślałam kompletnie tego, co powiem i jak będę wyglądać na swojej rozmowie o pracę. Wszyscy pracownicy wyglądali jak milion dolarów i pewnie za tyle kupili swoje skórzane szpilki, mokasyny i spinki do mankietów. Ja miałam na sobie sportową kurtkę, jeansy, jaskrawy szalik w odcieniach różu i ciemny sweter z angory. Skreśliłam się już na samym wstępie.
- Pani Gawryszewska...
- Oliwio.
- Pani Oliwio. - ponownie się do mnie zwrócił zerkając na referencje napisane w CV. - Co panią do mnie sprowadza?
- W zasadzie to... No...
- Pracy pani szuka.
- A przynajmniej się staram. - wypaliłam, na co rozmówca uśmiechnął się. Był wyluzowany i w dość dobrym humorze. Albo takim był po prostu człowiekiem. Bez nerwów.
- To co mi pani o sobie powie? Śmiało. Tyle stresu to ja w dawno w nikim nie widziałem. Pani specjalność to prawo cywilne?
- Tak. W zamyśle było karne, ale chyba nie byłam wystarczająco dobra, żeby to ogarnąć. - pięknie Oliwia, jeżeli to ma być odpowiedź na pytanie pracodawcy, to jesteś w głębokiej dupie.
- Jak pani popracuje parę lat, to już nie będzie różnicy, czy karne, czy cywilne. Opiekun do aplikatury wybrany?
- Nie. Nie mam wtyków. Wątpię, że ktoś mnie zechce wziąć pod swoje skrzydła, ale próba nie strzelba.
- I dlatego chce pani pracować, żeby kogoś znaleźć.
- Trafił pan w sedno.
- A lubi pani to prawo w ogóle? - zapytał popijając wodę.
- Czy lubię czy nie lubię... Chcę się sprawdzić.
- Co ma pani na myśli?
- Chcę sprawdzić, czy będę w stanie pomagać ludziom w tym, aby dostali szansę na nowy,lepszy start.
- A dlaczego ma pani nie być w stanie?
- Bo w życiu prywatnym ogólnie jestem bezkompromisowa, nie mam litości i strasznie mi wszystko przeszkadza. A z pana dobry psycholog.
- Trochę czasu już minęło od kiedy pracuję w tej branży. Jutro na dziewiątą czy dziesiątą? Lubi pani długo spać?
- To zależy, z jakim humorem kładę się do łóżka.
- Jutro o dziesiątej pani zaczyna.
- Ale jak to? To już? Tyle?
- Fajerwerków nie mam, ale lubię ludzi, którzy dzięki prawu chcą odkryć i sprawdzić siebie.
~*~
Do auta Bartosza wróciłam niemalże na sztywnych kolanach. Nie odezwałam się ani słowem. Spojrzeniem dałam znać, aby odwiózł mnie do domu i dopiero pod klatką schodową kiwnęłam głową, aby podążył za mną. Padłam na sofę, ale po chwili podniosłam się i w końcu coś z siebie wydusiłam.
- Jest strasznie wesoły. Ma takie miłe spojrzenie... Chyba jest dobrym psychologiem i zna się na ludziach. Ta rozmowa ani trochę nie przypominała kwalifikacyjnej. To było coś w stylu: 'Siema, co tam?'.
- To dobrze, czy źle?
- Dobrze. Jutro o dziesiątej zaczynam. Tylko ja nie wiem jak dam radę pogodzić się ze świadomością, że pracuję z moim ojcem, a on o tym nie wie.
- Liw, długo tego nie utrzymasz w tajemnicy. To się wyda. Zapyta cie o jedno, o drugie, za chwile jeszcze o trzecie i tak oto jako człowiek inteligentny pokojarzy fakty. Nie wiem, czy będzie to dla ciebie dobre. A jeżeli cie odrzuci jak się wszystkiego dowie?
- Stawiam wszystko na jedną kartę. A wiesz dlaczego? Bo nie będzie pierwszym facetem, który potraktuje mnie jak śmiecia.
Nastała cisza. Nie muszę wspominać, że niezręczna. Właściwie to koło niezręcznej to chyba nawet nie leżała, ani nie siedziała, ani nie stała. Była znacznie gorsza. Bartosz błądził wzrokiem po dywanie, a ja nie wiedzieć czemu na niego patrzyłam. Przeszywającym wzrokiem. Nasze oczy się nie spotkały. Być może by tego nie przeżył, bo jeżeli oczy są zwierciadłem duszy, z moich odczytałby tą gorycz, a chyba by jej nie zniósł. Za wszystko, co wyrządził mi złego.
- W razie czego to... Odezwę się. Cześć.
Wiedziałam, że Bartosz miał rację. Gdyby nie nasza przeszłość, pewnie bym się z nim zgodziła. A może nawet posłuchała? Nie miałam go również za co przepraszać. Zapomniałam powiedzieć ojcu oprócz bezkompromisowości, narzekania i braku litości o tym, że lubię się mścić. Chciałam ranić Gawryszewskiego słowem. Do tego jednak potrzebowałam go mieć cały czas przy sobie. A to już było ciężkie. Tak samo, jak obecność Biernackiego.
*
cześć pa hej. albo jeszcze nie. HALO. TU JA.
Właściwie już dziś skończyłam swoją edukację. Choć dopiero za tydzień będzie to przypieczętowane. Do matury mnie dopuszczono i w sumie nie dziwota (mam takich głąbów w klasie, że świat nie widział albo Bóg widzi i nie grzmi - przepraszam, ale jak można nie umieć po kilkunastu latach nauki obliczyć obwódu trójkąta o bokach 3, 4 i 5 dodając wszystko do siebie? No kurwa jak? :))))))))))))))))))))))) Nie no. Żegnam się z klasowym fałszem i jedyne za kim będę tęsknić, to za moją kilkuosobową ekipą...Czuję się oburzona niektórymi faktami. Ale... ADIJOS. Zaczynam sypiać coraz krócej i pewnie na maj będą potrzebne jakieś tabletki na opanowanie nerwów i ewentualnych drgawek. A serce ma się jedno i trzeba o nie dbać. Ogólnie to jestem wkurwiona bo jakiś patafian spod poczty wjechał mi w dupsko i mam zarysowany samochód. WRRRR. Nie obiecuję, że będzie coś za tydzień, bo zamierzam obficie oblać swoją edukację.
cześć pa hej. albo jeszcze nie. HALO. TU JA.
Właściwie już dziś skończyłam swoją edukację. Choć dopiero za tydzień będzie to przypieczętowane. Do matury mnie dopuszczono i w sumie nie dziwota (mam takich głąbów w klasie, że świat nie widział albo Bóg widzi i nie grzmi - przepraszam, ale jak można nie umieć po kilkunastu latach nauki obliczyć obwódu trójkąta o bokach 3, 4 i 5 dodając wszystko do siebie? No kurwa jak? :))))))))))))))))))))))) Nie no. Żegnam się z klasowym fałszem i jedyne za kim będę tęsknić, to za moją kilkuosobową ekipą...Czuję się oburzona niektórymi faktami. Ale... ADIJOS. Zaczynam sypiać coraz krócej i pewnie na maj będą potrzebne jakieś tabletki na opanowanie nerwów i ewentualnych drgawek. A serce ma się jedno i trzeba o nie dbać. Ogólnie to jestem wkurwiona bo jakiś patafian spod poczty wjechał mi w dupsko i mam zarysowany samochód. WRRRR. Nie obiecuję, że będzie coś za tydzień, bo zamierzam obficie oblać swoją edukację.

<3
OdpowiedzUsuńChcialam mądrze skomentować, ale potem przeczytalam twój dopisek i nie mam nic do powiedzenia :D
UsuńOj ta Oliwia. Sama nie wie czego chce. Ale co się jej dziwić. Ojciec nic nie wie, ciekawe jak zareaguje gdy wszystko się wyda. A Bartosz...nawet nie wiem co o nim myśleć.
OdpowiedzUsuń